o sztuce komunikowania

o sztuce komunikowania

z ks. dr. Markiem Dziewieckim rozmawia Sylwia Palka

Psycholodzy i prawnicy, którzy obserwują rozpad wielu małżeństw, twierdzą, że najczęstszym problemem małżonków są trudności w porozumiewaniu się, w mówieniu i w słuchaniu?

To prawda, ale trudności w komunikowaniu to jedynie czubek góry lodowej. Tacy małżonkowie mają zwykle wiele innych jeszcze problemów. Mają trudności nie tylko z porozumiewaniem się, ale też z trwaniem w miłości. Jeśli chcą zmienić tę sytuację, nie wystarczy, że wezmą udział w jakichś warsztatach empatii czy asertywności. Nasz sposób rozmawiania zależy nie tylko od znajomości zasad prawidłowej komunikacji. Zależy przede wszystkim od tego, kim jesteśmy i jak postępujemy na co dzień! Ludzie agresywni, nieufni czy egoistyczni będą zwykle komunikować w sposób agresywny, nieufny czy przewrotny. Poprawa sposobu rozmawiania wymaga nie tylko dobrej woli, poznania prawideł komunikacji międzyludzkiej czy nabycia nowych umiejętności, lecz przede wszystkim wymaga pracy nad własnym charakterem. W niektórych przypadkach wymaga wręcz nawrócenia.

Księże Marku, czym powinien się charakteryzować dobry dialog małżeński? Jakich cech nie powinno w nim brakować?

Małżeństwo opiera się na najbardziej niezwykłej miłości, z jaką kobieta i mężczyzna są w stanie odnosić się do siebie nawzajem. To miłość wierna, wyłączna, nieodwołalna i aż tak intymna, że ona i on stają się jednym ciałem. Współżycie seksualne kochających się małżonków to najbardziej niezwykła i najmocniejsza forma komunikowania, do jakiej zdolny jest człowiek. To komunikowanie nie tylko wzajemnej czułości, ale także wzajemnego zaufania i poczucia bezpieczeństwa, wzajemnej wdzięczności i radości. Dobry dialog małżeński to szczerość, otwartość i odwaga mówienia sobie nawzajem także o tym, co ją czy jego niepokoi. To przede wszystkim potwierdzanie każdym słowem, gestem, zachowaniem i pogodną ciszą, że ta druga osoba jest dla mnie bezcennym skarbem i że kocham ją nad życie. W taki właśnie sposób komunikują małżonkowie, z którymi jestem zaprzyjaźniony, którymi się zachwycam i z którymi uczę się świętości. Dialog małżeński płynie z miłości i jest sposobem umacniania wzajemnej miłości. Właśnie dlatego staje się możliwy wtedy, gdy każdego z małżonków łączy serdeczna przyjaźń z Bogiem, który jest Miłością i Słowem.

Małżeństwo ma być lekiem, odpowiedzią na naszą samotność. Tymczasem może się okazać wielkim nieporozumieniem i rozczarowaniem. Pojawią się ciche dni, a nawet całe lata kryzysu. Zanikanie dialogu to znak narastającej obcości. Jak nie dopuścić do takiej sytuacji?

Taka sytuacja nie grozi tym małżonkom, którzy pobrali się z miłości, a nie z lęku przed samotnością! Szczęśliwe małżeństwo zawierają ci, którzy już przed zawarciem małżeństwa byli na tyle szczęśliwi, że nie czuli przymusu zawarcia małżeństwa: szybko i za wszelką cenę. Przeciwnie, wiedzieli, że będą szczęśliwi nawet wtedy, gdy z jakiegoś powodu nie zawrą małżeństwa, gdyż i tak nie są samotni, bo doświadczają radosnej miłości w kontakcie z Bogiem, rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi i z samym sobą. O losie danego małżeństwa rozstrzyga zwykle dobry punkt wyjścia. Jeśli ona i on pobierają się z innego powodu niż z tego, by dzielić się miłością i radością, która już w nich jest, to wcześniej czy później nieporozumienia i rozczarowania pojawią się nieuchronnie.

Lubimy przyjemne rozmowy i łatwo jest nam je prowadzić. Jak pokonać w sobie strach przed trudnymi rozmowami? W jaki sposób się do nich przygotować?

Strach przed trudnymi rozmowami, zwłaszcza z tymi osobami, które są dla nas cenne, można przezwyciężyć tylko w jeden sposób: przez to, że nasza miłość będzie silniejsza od naszego strachu. Jezus nie bał się najtrudniejszych nawet rozmów, gdyż bezgranicznie kochał! Żyjemy w czasach, w których – paradoksalnie! – coraz więcej ludzi ma poważne trudności nie z tym, by komunikować swój żal czy złość wobec drugiej osoby, lecz by komunikować to, co w nas najpiękniejsze i najbardziej wzruszające: tęsknotę, wdzięczność, zachwyt tą drugą osobą!

Strach przed rozmową pokonuję wtedy, gdy kocham już na tyle mocno, że ta druga osoba jest dla mnie zdecydowanie ważniejsza niż moje przeżycia i niż mój lęk o to, jak zareaguje ona na moją szczerość. Jeśli wiem, że z jakiegoś powodu powinienem upomnieć tę osobę, to wymagam od siebie, bym najpierw umiał z nią rozmawiać o moich własnych słabościach i o mojej potrzebie rozwoju. Ważne, bym umiał tej drugiej osobie dziękować za pomoc, jaką mi okazuje w moim dorastaniu do świętości. Wtedy łatwiej zwrócić jej na coś uwagę, a nawet – jeśli trzeba – twardo upomnieć. W takim kontekście jest szansa na to, że obie strony nie będą przeżywały trudnych rozmów w kategorii walki o to, kto tu ma decydujący głos, lecz w kategorii wzajemnej wdzięczności oraz radości z rozwoju. Owocna rozmowa jest możliwa wtedy, gdy nie mylimy miłości z akceptacją. Jezus nikomu nie mówił, że go akceptuje, ale że kocha. A kto kocha, ten nie tylko wspiera, lecz także stawia wymagania po to, by kochana osoba kochała coraz bardziej.

Ksiądz prof. Józef Tischner był przekonany o tym, że dialog to budowanie wzajemności. Potrzeba do niego dwóch stron. Jeśli wykażą one dobrą wolę, są w stanie rozwiązać największe problemy i dojść do porozumienia. Co wtedy, gdy jedna strona chce rozmawiać, a druga nie potrafi lub nie chce?

Dialog z definicji zakłada wzajemność. Sposób rozmawiania zależy zawsze od obydwu stron. Gdy rozmówca okazuje nieufność, niechęć czy agresję albo gdy usiłuje nami manipulować i nas sobie podporządkować, wtedy nie próbujmy jednostronnie czuć się odpowiedzialni za dobrą komunikację. Nawet Jezus od niektórych ludzi odwracał się i odchodził, gdyż w tym momencie nie byli oni gotowi do uczciwej, otwartej rozmowy. Jeśli chcemy, by nasze spotkania z ludźmi były radosne i by umacniały obie strony, to pamiętajmy o tym, iż nie wystarczy prawidłowo komunikować. Trzeba mądrze kochać. Sama ?techniczna? poprawność rozmawiania jeszcze niczego nie gwarantuje. Wielu psychologów, dziennikarzy, polityków czy handlarzy dobrze opanowało techniki kontaktowania się z drugim człowiekiem. Nie znaczy to jednak, że cieszą się oni zaufaniem rozmówców czy że mają wielu przyjaciół. Poczucie bezpieczeństwa, zaufanie i otwartość to nie kwestia techniki czy strategii rozmawiania, lecz konsekwencja miłości i szacunku do rozmówcy.

Każdy z nas jest tajemnicą, której do końca nie zgłębimy. Właśnie dlatego potrzebna jest nam umiejętność milczenia. Nie chodzi tu o milczenie, które jest wynikiem duchowej pustki, zakłopotania czy lęku przed rozmówcą. Chodzi o milczenie, które jest odpowiedzią na niezwykłość człowieka. Im więcej ktoś wie o człowieku i o jego podobieństwie do Boga, tym chętniej milczy i tym rzadziej osądza. Pamiętajmy o tym, że trzeba znacznie więcej wiedzieć po to, by milczeć, niż by mówić. I trzeba znacznie bardziej kochać, by milczeć, niż by mówić. Życzę każdemu Czytelnikowi, by z coraz dojrzalszą miłością i z coraz bardziej pogodną ciszą przybliżał się do Boga, do bliskich i do samego siebie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Related posts

Top