Memoriał Episkopatu: Kościół nie boi się rzetelnej lustracji

Przyjęty w sierpniu ub. r. „Memoriał Episkopatu Polski w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944 – 1989”, w jasny sposób określa normy oceny osób, które uległy szantażowi służb bezpieczeństwa. Dokument definiuje ponadto szczegółowe zasady dotyczące postępowania wobec duchownych, którzy byli tajnymi współpracownikami SB.
Ze względu na niezgodne z prawdą przedstawianie stosunku Kościoła do lustracji, przypominamy zasadnicze tezy Memoriału:

„Kościół nie boi się prawdy, ponieważ wierzy słowu Jezusa, że prawda wyzwala. Kościół nie boi się również rzetelnej lustracji, jeżeli to słowo ma oznaczać zmierzenie się z bolesna prawdą, prowadząc do oczyszczenia i pojednania” – czytamy we wstępie do dokumentu.

„Nie zamierzamy jednak nikogo potępiać ani wymieniać z imienia, lecz chcemy przypomnieć zasady, które obowiązują zawsze i wszędzie wszystkich wierzących w Chrystusa i należących do jego Kościoła” – przypominają biskupi określając cele publikacji Memoriału.

Biskupi zaznaczają również, że autorom dokumentu nie chodzi w żadnym wypadku o dokonanie zemsty wobec osób, które zgrzeszyły, lecz jest on „wezwaniem do oczyszczenia pamięci przez nawrócenie i pokutę, a nie przez potępianie”.

W rozdziale poświęconym opisowi sytuacji Kościoła w czasach totalitaryzmu biskupi przyznają także, że „zdecydowana większość duchowieństwa okazała się godnymi sługami Chrystusa, często płacąc za to wysoką cenę. Niektórzy z prześladowanych zapłacili nawet swoim życiem”.

„W wielkich akcjach zmierzających do nagłośnienia postaw ludzi słabych, należałoby w imię prawdy nagłośnić równie mocno świadectwa kapłanów, którzy mimo wielu doświadczeń zostali wierni Bogu, sumieniu i Kościołowi. Przypomnienie bohaterów tamtych czasów i docenienie ich postawy jest konieczne dla właściwej oceny całej sytuacji, jaka wówczas zaistniała. Jest to pilne zadanie, które spoczywa na każdej diecezji. Wszystkie one mają swoich bohaterów i zachowane akta dostarczą dużo materiału potrzebnego do pełnego ukazania ich bohaterstwa. Wierni czekają na to, że Kościół rzuci światło na tych bohaterów. To jest zadaniem Kościoła i jednym z ważnych wymiarów jego głoszenia królestwa Bożego na ziemi” – czytamy w dokumencie.

Grzech świadomej i dobrowolnej współpracy

W części zatytułowanej „Zasady ogólne” biskupi przypominają, że „Świadoma i dobrowolna współpraca z wrogami Kościoła i religii jest grzechem”.

„Współpraca z wrogami Kościoła jest grzechem publicznym – wyjaśniają biskupi. – Takie działanie zawsze posiada wymiar publicznego zgorszenia, choć wówczas miało miejsce w niewielkim gronie wrogów Kościoła, którzy mieli kontakt z upadłymi. Dziś po nagłośnieniu przez media staje się zgorszeniem niszczącym wiarę w sercach wielu ludzi, ponieważ tak działa mechanizm zła.”

„Istota zła współpracy z wrogami Kościoła polega na dobrowolnym podporządkowaniu się totalitarnej władzy i oddaniu się do jej dyspozycji. Takie podporządkowanie uderza wprost w sumienie tego, kto się podporządkowuje. Nie musi on nic innego uczynić, ale samo przyrzeczenie lojalności wobec władzy wrogo nastawionej do Kościoła i religii jest ciosem wymierzonym w jego własne sumienie” – czytamy w Memoriale Konferencji Episkopatu Polski.

„Szczególną formę tej współpracy stanowiło donosicielstwo, czyli przekazywanie wiadomości potrzebnych komunistycznym organom bezpieczeństwa celem niszczenia ludzi i środowisk. Zło donosicielstwa podcina zaufanie społeczne i na tym polega jego główna siła destrukcyjna. Ono nie buduje, lecz niszczy. Z donosicielstwa chętnie korzystają systemy totalitarne, oparte na przemocy i łamaniu praw człowieka” – stwierdza Memoriał.

Kryteria oceny

„Dokonując dziś oceny ich postaw, powinniśmy pamiętać, że tylko Bóg zna do końca okoliczności i motywy ich postępowania, i tylko On może je sprawiedliwie ocenić. Nawet oni sami nie mogą tego uczynić, bo innymi kryteriami – z punktu widzenia psychologicznego i socjologicznego – kierowali się wówczas, a innymi – ściśle obiektywnymi – muszą ocenić swe postępowanie dziś, gdy już nie istnieje żaden zewnętrzny nacisk. Bóg oczekuje od każdego z nich indywidualnie wzięcia odpowiedzialności za swoje postępowanie” – konstatują polscy biskupi.

Formułując kryteria oceny tego rodzaju działań biskupi przypominają, że „Zasadniczo współpracownicy służby bezpieczeństwa dzielą się na dwie grupy. Do pierwszej grupy należą ci, którzy podpisali zobowiązanie do współpracy z organami bezpieczeństwa państwa. Druga grupę natomiast tworzą ci, którzy współpracowali faktycznie z funkcjonariuszami tych organów, bez podpisania formalnego zobowiązania”.

Autorzy Memoriału stwierdzają jednak dość jednoznacznie, że „Samo podpisanie zobowiązania do współpracy, bez względu na przyczyny i motywy, jest grzechem”.

„O złożeniu podpisu wie dobrze zainteresowany, dlatego wypieranie się podpisania aktu lojalności i współpracy jest kłamstwem, a więc złem moralnym. Wyrządzone zło staje się jeszcze większe, gdy zobowiązujący się na piśmie do współpracy realizował swoje zobowiązanie w roli tajnego informatora lub współpracownika w zdobywaniu wiadomości pożądanych przez peerelowskie lub obce służby bezpieczeństwa. Chodzi tu zwłaszcza o współpracę świadomą. Jednak nie jest wolny od odpowiedzialności za swoje czyny także ten, którego współdziałanie było tylko pozorne. Wiadomo bowiem, że każda – nawet pozornie nic nie znacząca – informacja była wykorzystywana na szkodę Kościoła” – czytamy w cytowanym dokumencie.

„Odpowiedzialność – jak wyjaśniają biskupi – dotyczy w pierwszej kolejności wszystkich, którzy zataili swoje kontakty z funkcjonariuszami bezpieczeństwa przed swoimi przełożonymi, a zwłaszcza nie wykonywali obowiązku składania do Kurii Biskupiej szczegółowego sprawozdania o wszelkich rozmowach prowadzonych z pracownikami organów bezpieczeństwa lub milicji na spotkaniach, które były organizowane bez prawidłowych w świetle kodeksu postępowania administracyjnego urzędowych wezwań. Obowiązek taki wynikał z postanowień 106. Konferencji Plenarnej Episkopatu z 24 stycznia 1968 r.”

Biskupi przyznają dalej, że przy ocenie należy wziąć pod uwagę różnorodne motywy współpracy.

Wśród nich odnoszą się do faktów współpracy podejmowanych rzekomo dla dobra Kościoła. ” Niektórzy współpracownicy załatwiali pozytywne sprawy innych tylko dlatego, że mieli taką możliwość, i to też musi być uwzględnione w ocenie ich działalności. Trzeba jednak jasno podkreślić, że tego rodzaju dobro nigdy nie jest w stanie do końca usprawiedliwić człowieka, który decyduje się na współpracę” – wyjaśniają biskupi.

Biskupi przyznają, że motywem współpracy bywała osobista kariera, ale najczęstszym motywem bywał prosty strach. „Kolejnym punktem w moralnej ocenie współpracy jest motyw i cel, który skłonił kogoś do podpisania zobowiązania współpracy. Jedni czynili to z chęci robienia kariery lub zdobycia pieniędzy. Inni pod wpływem szantażu, a więc ze strachu. Motyw nie usprawiedliwia, ale motyw ma swój wpływ na całościową moralną ocenę czynu. Są ludzie słabi, którzy nie byli w stanie się sprzeciwić, zwłaszcza gdy ich słabości były znane pracownikom służb bezpieczeństwa. Ten rodzaj współpracowników zasługuje na dodatkowe współczucie, bo żyli oni nieustannie w atmosferze strachu, z jednej strony przed kolejną rozmową ze służbami, a z drugiej przed środowiskiem kapłańskim czy zakonnym, które najczęściej wiedziało o współpracownikach i odsuwało się od takich osób” – czytamy w Memoriale.

W świetle wskazań Memoriału kryterium oceny winien być także czas współpracy.
„W ocenie moralnej trzeba uwzględnić czas trwania współpracy. Inaczej bowiem należy ocenić tego, kto współpracował przez kilka miesięcy, a inaczej tego, kto współpracował przez wiele lat. Inaczej tego, kto sam się wycofał, co zostało odnotowane albo przez same służby, albo własnoręcznie przez niego podpisane; a inaczej tego, kto do dziś się broni kolejnym kłamstwem, że nie współpracował. Inaczej jeszcze należy ocenić tych, którzy podjęli pokutę za swój grzech, a inaczej tych, którzy się szczycili swoimi znajomościami” – czytamy.

Droga naprawy

Biskupi przypominają dalej, że „grzech ten obciąża ich sumienia [kapłanów – przyp. KAI], lecz nie zamyka drogi do naprawy”. Dlatego też kapłanom, bądź osobom zakonnym, którzy ulegli współpracy, proponują podjęcie drogi nawrócenia, w jasny sposób definiując jej warunki. Zdaniem biskupów proces nawrócenia z grzechów publicznych obejmuje następujące etapy:

– Dobrowolne przyznanie się do grzechu wobec Boga i własnego sumienia. Także uczynienie tego wobec tych, których dana osoba skrzywdziła.

– Przeproszenie tych, którym kapłan wyrządził krzywdę, a „jeśli krzywda została wyrządzona w danym środowisku – winien to uczynić na forum tego środowiska”.

– Wyznanie winy wobec kompetentnego przełożonego: biskupa diecezji w przypadku księdza diecezjalnego lub przełożonego zakonnego w przypadku zakonnika.

– Naprawa wyrządzonej krzywdy tak w wymiarze materialnym jak i duchowym. Podjęcie pokuty w różnych formach.

Sprawa całego Kościoła

Biskupi przyznają w Memoriale, że „sprawa współpracy duchowieństwa z władzami wrogo nastawionymi wobec Kościoła i religii”, jest sprawą nie tylko tych duchownych, którzy zgodzili się na różne formy współpracy, „ale dotyczy całego Kościoła katolickiego w Polsce, tak duchownych jak i świeckich. Posiada wymiar publiczny i swoimi skutkami, w jakiejś mierze dotyczy każdego z nas”.
mp / Warszawa

Źródło: Katolicka Agencja Informacyjna

*

Top