Droga Świętego Jakuba

Droga Świętego Jakuba

Średniowieczną hiszpańską Drogę Świętego Jakuba przemierza rekordowa liczba pielgrzymów. Szlak od kilku lat przeżywa swój renesans, ale prawdziwego oblężenia można spodziewać się za kilka miesięcy. Rok 2010 jest Świętym Rokiem Jakubowym.

1000 lat pielgrzymowania

Santiago de Compostela z grobem św. Jakuba Większego od ponad 1000 lat, obok Ziemi Świętej i Rzymu, należy do najważniejszych miejsc pielgrzymkowych chrześcijaństwa. O znaczeniu tej pielgrzymki świadczy chociażby fakt, że w XVIII wieku Johann Wolfgang Goethe pisał, że ?drogi św. Jakuba ukształtowały Europę?. Kształtowały nie tylko przemierzających je ludzi, ale i struktury. Wzdłuż szlaku powstawały schroniska dla utrudzonych wędrowców, szpitale, kościoły?

grób św. Jakuba i ?koniec świata?

Choć celem jest grób Jakuba, który jako pierwszy z apostołów przelał krew za Jezusa, to dotrzeć można do niego różnymi drogami. Najpopularniejsze dziś to Camino Frances (wiodąca przez Pireneje Droga Francuska), Camino del Norte (wzdłuż wybrzeża Zatoki Biskajskiej) i Via de la Plata (prowadząca z Portugalii Droga Srebrna). Santiago de Compostela nie stanowi ostatniego etapu wędrówki. Po modlitwie przy grobie św. Jakuba pielgrzymi wyruszają do miejsca uważanego przed wiekami za ?koniec świata?, czyli na przylądek Finisterre, gdzie palą swe pielgrzymie ubrania i buty, symbolicznie zrzucając z siebie starego człowieka. By przejść całą Drogę św. Jakuba (po hiszp. Camino de Santiago) trzeba pokonać ponad 750 km i poświęcić na to przynajmniej miesiąc?

A co z tymi, którzy nie mają tylu sił czy też po prostu czasu? Możliwości jest kilka. Na trasie spotkałam małżeństwo Niemców, którzy Drogę Francuską pokonują od trzech lat. Co roku idą ok. tygodnia, zaczynając od miejsca, w którym przed rokiem zakończyli Camino. Inni wybierają któryś z krótszych odcinków do przejścia. By spełnić warunki potrzebne do otrzymania odpustu pieszo trzeba przejść 100 km, a na rowerach czy konno, bo i tak można pielgrzymować, dwa razy tyle. My rozpoczęliśmy Camino na granicy Galicji – w oddalonym o 156 km od Grobu Apostoła O’Cebreiro.

na pamiątkę cudu

Mimo, że był wrzesień miasteczko powitało nas zimowymi temperaturami i przenikliwym wiatrem. Każdy w myślach robił przegląd swego plecaka i zastanawiał się, czy dobrze zrobił, redukując jego zawartość do naprawdę podstawowych rzeczy. Nie bez powodu. Po każdym kilometrze Camino coraz bardziej czuje się zbędne kilogramy niesione w plecaku. Stąd na szlaku można znaleźć np. książki, swetry, dodatkowe buty pozostawiane przez utrudzonych wędrowców. Po podbiciu ?credenziale del pellegrino?, czyli dowodu dokumentującego przebytą trasę i uprawniającego do noclegów w tanich schroniskach dla pielgrzymów (3-4 euro za noc) poszliśmy do malowniczego kościółka, jakich w następnych dniach wiele napotkaliśmy na trasie. Ten był jednak szczególny. Przed wiekami w czasie strasznej zamieci śnieżnej dotarł tu na Mszę wieśniak. Sprawujący liturgię kapłan wyśmiał go w sercu, że też chce mu się tak trudzić, by uczestniczyć w Eucharystii, w sens której sam wątpił. W czasie konsekracji hostia przemieniła się w ciało, a wino w krew Chrystusa. Modlimy się w kaplicy upamiętniającej cud. Każdy przed Bogiem składa intencje, z którymi wyruszył.
zajaczkowska
idzie cały świat

Na szczęście w ciągu następnych dni pogoda sprzyja pielgrzymowaniu. Idziemy przez malownicze góry i doliny, tunelem zieleni wytyczonym przez jadalne kasztanowce i pnące się ku niebu gaje eukaliptusów. Co jakiś czas ktoś nas mija, życząc buen camino czyli ?dobrej drogi?.

Idzie dosłownie cały świat. Masa Hiszpanów, którzy przejście Camino de Santiago wpisują sobie nawet do CV, bo jak mówią, jest to bardzo dobrze widziane przez pracodawców. Rozmawiam ze studentem z RPA. Odkładał na wędrówkę przez trzy lata. Wyruszył zafascynowany książką Paulo Coelho Pielgrzym. Kiedy patrzę na mijających nas ludzi widzę przytwierdzone do plecaków muszle – symbol wędrówki, drogi, pielgrzymowania tu na ziemi, ale i do królestwa niebieskiego. Taką samą muszlę ma w swym herbie Benedykt XVI.

widok ze Wzgórza Radości

Galicja jest naprawdę uboga. Trudno dostrzec cały ten rozwój, który dotarł do Hiszpanii wraz z unijnymi dotacjami. W jednej z osad kobieta częstuje nas naleśnikami z cukrem i prosi o ofiarę. Jesteśmy wyjątkowo zmęczeni. W nogach ponad 30 km, a wciąż nie mamy noclegu. W kolejnych napotykanych na trasie schroniskach brak wolnych miejsc. W końcu po 10 km marszu docieramy do prywatnego pensjonatu. Inni pielgrzymi rozstawiają namiot pod lasem, a młodzi, poowijani w płachty termiczne, kładą się spać w zbożu.

Ostatnie 100 km Drogi oznaczają co pół kilometra kamienne słupki z wykutą w nich muszlą. Na jednych działa to deprymująco, innym dodaje skrzydeł. Gdy docieramy na Monte do Gozo (Wzgórze Radości) chmury spowijają niebo, przysłaniając nam wieże katedry w Santiago, które stąd po raz pierwszy można dostrzec. Na szczycie wzgórza pomnik upamiętniający Jana Pawła II, który przyczynił się do odrodzenia zapomnianej przez wieki Drogi św. Jakuba.

Droga się tutaj nie kończy

Kiedy dostrzegamy napis Santiago wzruszenie ściska serce, a słowa więzną w gardle. Schodzimy do miasta i idziemy wprost do grobu św. Jakuba. W południe rozpoczyna się Msza Pielgrzyma. Sprawujący ją kapłan wyczytuje kraje, z których pochodzą pielgrzymi. Mamy szczęście. Akurat przypada wspomnienie jakiegoś lokalnego świętego i na zakończenie liturgii dokonuje się obrzęd okadzenia figury Tytana Wiary – św. Jakuba. Największa kadzielnica świata waży 54 kg, kilku mężczyzn wyciąga ją rytmicznie pod dach katedry, by rozhuśtana mogła wyrzucać dym. Wraz z nim wznosimy do Boga nasze modlitwy. Przypominam sobie często słyszane na Camino słowa: wraz z dojściem do Santiago Droga się nie kończy, ona dopiero teraz naprawdę się zaczyna?

Beata Zajączkowska

(Rzym, Radio Watykańskie)

Podpisy zdjęć:

14a Pielgrzymi do Santiago de Compostela

14b Słup wyznaczający trasę

14c Bazylika św. Jakuba w Santiago de Compostela

14d Największa kadzielnica świata

okl_cs_103

hastagi na stronie:

#wiersze na dożynki#teksty dożynkowe

*

Top