Apostoł Paweł – wróg małżeństwa?

Apostoł Paweł – wróg małżeństwa?

„(…) dobrze jest mężczyźnie nie łączyć się z kobietą (…) pragnąłbym, aby wszyscy byli jak ja sam [tzn. stanu wolnego] (…) Jesteś wolny? Nie szukaj żony!” (por. 1 Kor 7,1.7.27)

Rzeczywiście, po przeczytaniu powyższych stwierdzeń Apostoła czytelnik może odnieść wrażenie, że ich Autor sugeruje, iż jedyną właściwą drogą dla chrześcijanina jest życie bezżenne. To zestawienie słów św. Pawła ma jednak wielką wadę, zresztą typową dla pewnych artykułów prasowych, opracowań historycznych czy innych dzieł naukowych (albo raczej „naukawych”): cytuje się tylko to, co pasuje do tezy założonej z góry, nie uwzględniając ani kontekstu, ani uwarunkowań danych wypowiedzi.

Od pierwszych wieków istnienia Kościoła otaczano wielkim szacunkiem życie dziewicze podjęte dla Królestwa Bożego. Była to pewna nowość w ówczesnym środowisku. Owszem, w religiach pogańskich zdarzało się, że kapłanki (np. rzymskie westalki) były zobowiązane do życia w dziewictwie, jednak nie miało to żadnego związku z sytuacją chrześcijanek. Każda nowość niesie jednak ze sobą różne znaki zapytania; nie dziwi nas zatem, że w pewnych kręgach szerzyło się radykalne, wręcz niezdrowe rozumienie chrześcijańskiej ascezy: „złem jest małżeństwo, podobnie jak złem jest jedzenie mięsa czy picie wina” (chorowity Tymoteusz, uczeń św. Pawła, zrezygnuje z picia wina, by nie dać złego przykładu swym radykalnym „owieczkom” i dopiero wyraźny nakaz Apostoła ocali jego słaby żołądek przed przykrymi konsekwencjami popijania posiłków zimną wodą).

Takie radykalne tendencje dotarły też do Koryntu, miasta, które, jak wiadomo, nie było uważane za siedzibę cnót wszelkich, zatem łatwo wyobrazić sobie, jaki ferment wywołały one w tej wspólnocie, która stawiała pierwsze kroki na drodze wiary. Znaleziono proste wyjście: posłać list do Efezu, do Apostoła Pawła, z pytaniami, które brzmiały mniej więcej tak: Czy można zawrzeć małżeństwo, czy należy żyć w dziewictwie? A może mąż i żona powinni żyć „jak brat z siostrą”? Czy ten, kto owdowiał, może zawrzeć nowe małżeństwo? Co robić w przypadku „małżeństw mieszanych” (łatwo odgadnąć, ile problemów rodziło się w sytuacji, gdy żona poganina przyjmowała chrzest…)?

Odpowiedź Apostoła jest jasna: kto zawiera małżeństwo, dobrze czyni, a bezżenność jest drogą szczególną, którą nie wszyscy zdołaliby iść. Po latach, pisząc do Tymoteusza, św. Paweł stwierdzi wręcz, że kobieta zbawiona zostanie przez rodzenie dzieci – a zatem, wbrew opiniom pseudoascetów, także normalne życie małżeńskie jest drogą do zbawienia. Paweł nie pochwala idei „białych małżeństw”: „nie unikajcie jedno drugiego, chyba że na pewien czas (…), by nie kusił was szatan”. Jakiż realizm i życiowa mądrość przebija z tych słów Apostoła! Paweł nie łudzi się, że koryntianie, wychowani w tym specyficznym otoczeniu, w jednej chwili staną się czystymi aniołami fruwającymi pół metra nad ziemią: „lepiej żyć w małżeństwie, niż płonąć”; „ze względu na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda ma swojego męża”. Zresztą wybór drogi życia wiąże się nie tylko z osobistymi predyspozycjami, ze zdolnością do życia w celibacie itp., ale jest przede wszystkim odpowiedzią na Boże powołanie: „każdy niech postępuje tak, jak Pan mu wyznaczył”. Każdy jest obdarowany przez Boga inaczej: jeden tak, a drugi tak.

Jest jednak niezaprzeczalnym faktem, że Paweł – jak widzieliśmy w cytatach przytoczonych na początku – zaleca życie bezżenne tym, którzy są do tego zdolni i powołani. Czyni to z kilku bardzo praktycznych racji (to ciekawe, że gdy późniejsi autorzy wychwalać będą wzniosłość dziewictwa w abstrakcyjnych traktatach pełnych -izmów i -azmów, Apostoł podaje racje tak naturalne, że mogłyby wręcz wydawać się przyziemne). „Uważam, że przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać [tzn. w dziewictwie], gdyż małżonkowie cierpieć będą udręki ciała, a ja chciałbym ich wam oszczędzić. Mówię wam, bracia, czas jest krótki.” Ale co mają do rzeczy „obecne utrapienia” i „krótkość czasu”?

Wyobraźmy sobie sytuację pierwotnego Kościoła: nowej, „dziwnej” grupy, na którą inni patrzą podejrzliwie… i nigdy nie wiadomo, czy za chwilę nie trzeba będzie uciekać z miasta, gdy ktoś podburzy tłum fałszywym oskarżeniem. Łatwo odgadnąć, że w tych realiach łatwiej jest osobie samotnej: szybciej spakuje się i przeprowadzi w bezpieczne miejsce, nie musi obawiać się o dzieci… Ponadto w przypadku otwartych prześladowań trudniej jest „zmusić do uległości” (czyli szantażować) kogoś, kto odpowiada tylko za siebie i nie przestraszy się groźby, że „twoje dziecko może mieć wypadek…”

Oczywiście, Kościół koryncki, do którego pisał Paweł, nie doświadczał jeszcze otwartych prześladowań, ale ten, kto realistycznie obserwował sytuację, nie mógł wykluczyć takiej możliwości. Ponadto wciąż powtarzano sobie słowa Chrystusa o Jego powrocie i spodziewano się, że może to nastąpić szybko, że wkrótce nadejdzie ta rzeczywistość, gdy „ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić, lecz będą jak aniołowie Boży w niebie” (Mt 22,30). Kto więc żyje bezżennie, jest już na tym świecie znakiem nowej rzeczywistości.

Jest jednak jeszcze jeden powód – bardziej „psychologiczny” – dla którego lepiej pozostać w stanie bezżennym: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie”. I doznaje rozdarcia. Myślę, że fenomen ostatnich czasów: tysiące ludzi pragnących spędzić wakacje w murach klasztornych, choćby nawet w prymitywnych warunkach, świadczy nie tylko o znużeniu hałasem codziennego życia, ale też potwierdza słuszność myśli Apostoła: dzisiejszy człowiek patrzy ze świętą zazdrością na mnichów, na ich uporządkowane życie, poświęcone jednej Sprawie (mnich – po grecku monachos pochodzi właśnie od monos – jeden, człowiek jednej Wartości).

Apostoł konkluduje: „dobrze czyni ten, kto poślubia swoją dziewicę, a jeszcze lepiej ten, kto jej nie poślubia.” Zatem małżeństwo jest dobre, ale bezżenność – pomijając wzniosłe racje teologiczne, których początkujący koryntianie jeszcze by nie pojęli – uwalnia człowieka od wielu rozterek i zagrożeń.

Zostawiam Ci, drogi Czytelniku, przyjemność odkrywania odpowiedzi Apostoła na dwa pozostałe pytania koryntian (znajdziesz je, rzecz jasna, w 1 Kor 7). I proponuję Ci jeszcze jedno ciekawe zadanie. Wyobraź sobie, że Twój rówieśnik, który niedawno przyjął chrześcijaństwo, zadaje Ci to samo pytanie, które otrzymał Apostoł: „Żenić się, czy się nie żenić?” Co byś odpisał?

Danuta Piekarz

Redakcja Kwartalnika eSPe
ul. Pijarska 2
31-015 Kraków
tel.: 012 / 422 22 55 wew. 39
fax.: 012 / 421 98 95
e-mail: [email protected]
http://www.espe.pl/

Top