Żyd, wróg Boga

Z antropologiem kultury, prof. Joanną Tokarską-Bakir, rozmawiają Sebastian Duda i Jarosław Makowski

– Prowadziła Pani Profesor badania terenowe związane z żywotnością legend o mordach rytualnych w okolicach Sandomierza, na Podlasiu hajnowskim, a ostatnio na Zamojszczyźnie. Jak zatem chłopi dowiadywali się, że Żydzi stanowili dla nich zagrożenie?

# – Takich rzeczy nikt się nigdy nie dowiaduje w osobnym, stematyzowanym akcie poznania czy nauczania. One należą do procesu socjalizacji, wychowania rodzinnego, społecznego i formacji religijnej, „są w powietrzu”, między wierszami modlitewnika. Przychodziły w pakiecie z elementami formacji chrześcijańskiej, nierozróżnialnie splecione z prawdami wiary i przedsoborowym wykładem doktryny.

#

– Na przykład?

– „Ofiara Mszy Św. w tajemnicach i cudach. Niezgłębione źródło łask i błogosławieństw dla chrześcijan żyjących i wiernych zmarłych”, autorstwa ks. proboszcza A. Reinersa (MikołówWarszawa 1906), a w niej modlitwa na Wielki Piątek: „Módlmy się także za zatwardziałych Żydów, by Pan i Bóg nasz zdjął zasłonę z serc ich, by i oni uznali Jezusa Chrystusa, Pana naszego”. Tu nie odpowiada się „Amen”, natomiast kapłan mówi zaraz dalej: „Wszechmogący, wieczny Boże, który nawet zatwardziałych Żydów nie wyłączasz z miłosierdzia Swego, wysłuchaj modłów naszych za ten lud zaślepiony, by i oni poznali Światło Twej prawdy, Chrystusa, i wyrwani byli z mroku swych błędów; przez tegoż Jezusa Chrystusa”

Proszę zwrócić uwagę na sugestię, zawartą w tym „nawet”. Wskazuje ona na pozycję, jaka się Żydom należy. Piszę o tym w mojej książce, opierając się na trzech przykładach z różnych czasów. Pierwszy: Wacław Potocki użala się nad polskim chłopem „wzgardzeńszym od Żyda albo od Cygana”. Drugi: „Nie ma Niemca, którego by gorzej od Żydów nie traktowali” – skarży się na krakowskich mieszczan Rudolf Agricola. Trzeci: nienawidzą nas w Polsce „gorzej niż Żydów, niż Turków, niż najsprośniejszych poganów” – wyrzekają na katolików ewangelicy przełomu XVI i XVII w.

dsc_6086

Tym, na co trzech cytowanych autorów zwraca uwagę, jest – odpowiednio – położenie chłopów, Niemców i ewangelików. Biedę widać przez zestawienie z Żydami, dla których pogarda jest zrozumiała sama przez się. Temat pogardy dla Żydów, którzy odrzucili Boga, Żydów ślepych na Objawienie, rozwija nieprzebrana literatura dewocyjna. Wymienię tylko trzy nazwiska, każdemu z nich można poświęcić monografię: ksiądz Kruszyński, Trzeciak, Tworkowski. Przypomnę „Rycerza Niepokalanej”. Przykładem na posiew strachu przed Żydami są pieśni wielkopostne, w tym „Gorzkie żale”. Przykład na nauczanie pogardy? Organizowana na terenie kościołów i współwystawiana z parafianami obrzędowość chrześcijańska – groby, jasełka. Jasełka bywały niewinne, „Żydek” był w nich „tylko” popychany: „Żyd: Chocz w bajkie nie szedziałem, / Tyż przyjszcz potsiebowałem! [ktoś go popycha – obrażony]: / Nie pchnij się pan dobrodżej! / Co żydek komu szkodzi? / [do kogoś]: Odciepić się? Odciepię! / Do panu Biedoklepie / Mam trochę interesu / Święty Mikołaj [zwraca się do „Żydka”]: „Dosyć tego skweresu! / Ty, Żydku, możesz zostać, / Bawi w szopce twoja postać, / Ale nie czyń tu rynku!”

Trafiały się też jednak ostrzejsze, jak te wydane jeszcze w 1988 r., z tekstami o „żydowskim smrodzie”: „Kuba: Coz to za aroma? Cosnek cy cebula? A, to diabli przynieśli arendarza Srula”. W tym ostatnim zbiorze znajdujemy teksty dodatkowo „zaktualizowane” po II wojnie światowej: „Herod: Brać go [Żyda] do obozowej gazowej komory. Już po tobie zostanie popiołu trzy wory”.

– Jak omawiane przez Panią Profesor procesy zmieniły się po 1989 r.?

– Wolność przyniosła początek dyskusji. Zamrażarka odmarzła, mogliśmy się wszyscy przekonać, co zawiera. Wyszły z tego rzeczy dobre i złe. O złych jest moja książka. Ale pojawiły się też rzeczy dobre. Dziś na prowincji zdarzają się coraz częściej księża zdający sobie sprawę z niedobrego dziedzictwa, w które uwikłał się historycznie polski katolicyzm. Zakazują dwuznacznych ludowych rytuałów w swoich parafiach. I ścierają się z miejscowymi „regionalistami”, dla których mała ojczyzna obowiązkowo musi zostać podlana antysemickim sosem. Widać to na przykładzie wieszania („wodzenia”) Judasza, przeciw któremu zaprotestował już drugi w ostatnich czasach proboszcz w historii Skoczowa (Podbeskidzie), zakazując jego odprawiania. W 2008 r. wierni zbuntowali się przeciw zakazowi i przeprowadzili „wodzenie” z ominięciem terenu kościoła. Przywiązanie do ludowych zwyczajów o wymowie trudnej do zaakceptowania dla Żydów (i proboszcza) można tłumaczyć „ludowym konserwatyzmem”, jednak przywiązanie do tego akurat obrzędu, i to pomimo sprzeciwu proboszcza, ma swoją wymowę. To niespodziewane przywiązanie do tradycji deklarują tu dość zmodernizowani przedstawiciele ludu.

Zobaczmy w tym kontekście wypowiedź Roberta Orawskiego, prezesa Towarzystwa Miłośników Skoczowa: „To zwyczaj kultywowany od kilkuset lat. Nie mamy prawa podejmować decyzji o zaprzestaniu stosowania się do niego” (E. Furtak, „Proboszcz do wiernych: Judosza wodzić nie wypada”, „Gazeta Wyborcza”, 20 III 2008). Branie w obronę polskiego folkloru, na który polski Kościół nastaje, jest po prostu bałamutne. Często wynika z tego, że do ludzi nie dotarło współczucie dla Żydów, nie przyjęli do wiadomości Zagłady. Przykładowo, w Pruchniku zaprzestano obrzędu wieszania Judasza na okres wojny: „Za niemieckich czasów nie pozwalali Judasza bić. Po wyzwoleniu też partia była przeciwna. Dwa, trzy lata znowu zaczęli”. Więcej piszę o tym w „Rzeczy mgliste” (Sejny 2004).

W procesie odróżniania chrześcijaństwa od folklorystycznej pogardy, tradycyjnie w Polsce umoczonej w różne interesy polityczne, Kościół ma dziś do odegrania zasadniczą rolę.

– Jaką rolę w tym nauczaniu strachu przed Żydami odgrywały na polskiej prowincji legendy o krwi?

# – Odgrywały one rolę zwyczajowego, koronnego argumentu. Tak jak ktoś nam ostatnio powiedział na Zamojszczyźnie: „Nie można się było z Żydami zaprzyjaźnić tak do końca”. Myśleliśmy, że chodziło o zakaz matrymonialny, ale skąd! Tej pani chodziło o to, że oni mogą porwać „na krew”. Z badań 2005 r. wynika, że co druga osoba, z którą rozmawialiśmy w Sandomierskiem, bała się w dzieciństwie, że Żydzi porywają dzieci na macę. Zanotowaliśmy pokaźną liczbę tzw. memoratów, to jest wspomnień osobistych lub opowieści ludzi bliskich świadkowi o tym, jak to ludzie już, już mieli zostać zabici, ale dosłownie w ostatniej chwili uciekli z żydowskiego sklepu.

#

# – Pokaźną, to znaczy ile?

# – 11 opowieści na 400 przeprowadzonych wywiadów.

#

– A kto „uczył” lud na polskiej prowincji antysemityzmu? Czy byli to przede wszystkim księża pielęgnujący antyjudaistyczne stereotypy? Czy raczej nacjonalistycznie zorientowani inteligenci polscy? Czy też księża-nacjonaliści?

– Wszyscy po trochu. Faktem jest, że o mordzie rytualnym, popełnianym historycznie przez Żydów, nauczali polscy biskupi jeszcze w 1946 r. W książce bp. Karola Raduńskiego, której tytuł brzmi chyba: „Święci na każdy dzień”, można przeczytać o św. Szymonie z Trydentu i Wernerze z Oberwesel, a także o Hugonie z Lincolnu jako o ofiarach żydowskiego okrucieństwa. Pamiętajmy, że dopiero II Sobór Watykański zniósł kulty dzieci męczenników, rzekomo zabitych przez Żydów. Gdy w kontekście książki Jana Tomasza Grossa pt. „Strach” zadawano pytanie, czy prymas Stefan Wyszyński wierzył w prawdziwość mordów rytualnych, ja miałam ochotę zapytać, czy mógł w nie NIE WIERZYĆ. Ostatni raz kanoniczną wersję żywotu św. Szymona z Trydentu, rozpowszechnioną w Polsce przez ks. Piotra Skargę w „Żywotach świętych”, poza Biblią najczęściej wydawaną książkę polską (a z całą pewnością najczęściej czytaną), wydali księża jezuici krakowscy w 1933 r.! Proszę sprawdzić, jak szczegółowo opisuje się tam zabójstwo małego Szymona. To był element formacji polskich katolików, w tym przede wszystkim duchownych.

Dziś nam się wydaje, że słowo „formacja” oznacza superpoważne sprawy racjonalno-duchowe. Tymczasem (podobnie jak niem. Bildung) ma ono dużo szerszy zakres, oznacza wychowanie we wszystkich jego aspektach, także wyobraźniowych, fantazmatycznych. Te historie o Żydach i krwi brzmią tak bajecznie, że dziś trudno nam uwierzyć, że jeszcze po wojnie wyprowadzały ludzi na ulice (we wszystkich powojennych pogromach, z wyjątkiem jednego, można wskazać obecność pogłoski o porywaniu dzieci na macę). Można wskazać niesamowitą ciągłość motywów składających się na legendę o krwi, ciągłość idącą od wieków średnich do XX w. Przykładowo, w narracjach o umęczonych dzieciach i hostiach, które analizuję w mojej książce, jeden element jest szczególnie infantylny: szczypanie. W „Rozmyślaniach dominikańskich” spotykamy je dwukrotnie, jako element wyobrażonej Pasji Chrystusa. W legendach o krwi czytamy o szczypaniu Szymona, chłopca polskiego w Wilnie, Wernera z Oberwesel i – wielokrotnie – Szymona z Trydentu. Jako motyw tortur zadawanych dzieciom chrześcijańskim, najwyraźniej po wypadkach trydenckich 1475 r., owo szczypanie weszło do protokołu pytań, zadawanych oskarżonym o zbrodnie krwi. Sędziowie w Ratyzbonie w 1476 r. pytali najpierw uwięzionych Żydów: „Jak były używane igły?” A następnie: „Jak były używane szczypce?”. Szczypanie, mimo swojej groteskowości, jeszcze na początku XX w. było przedmiotem namysłu „żydoznawców”. W 1913 r. ks. Władziński pisał z całą powagą: „Prawo zabrania żydom zabijać, więc kłują swoją ofiarę, szczypią ją ostrym narzędziem, aby wydobyć z niej krew”.

Szczypanie i kłucie można też skojarzyć ze skorpionem, którym za szczególną interpretacją m.in. 1 Kr 12,11 oznaczeni zostali Żydzi. Wyobraźnią, która uzupełnia luki w opisie historycznym, rządzi wyuczona w dzieciństwie struktura mityczna, z której zazwyczaj nie zdajemy sobie sprawy.

– Jaką rolę w tej strukturze zajmowała postać Żyda?

– Zajmował miejsce wroga, antagonisty Pana Boga. Dla Europy „źle ochrzczonej”, jak ją nazwał Zygmunt Freud, ten ktoś był przede wszystkim czarownikiem. Czarownik to ktoś, kto – jak pisze brytyjska antropolog Mary Douglas – „wysysa (…) dusze i pozostawia puste skorupy ciała”. Wykrwawianie jest przede wszystkim podstępną ingerencją do wnętrza organizmu i opróżnianiem go z „substancji” (uwaga na to słowo, które następnie powróci w terminologii nacjonalistów). Ten wątek można rozpoznać u Jakuba de Voragine, który, pisząc o pięciokrotnym rozlaniu krwi Chrystusa przez Żydów, spekuluje o miejscu, w którym znajduje się ludzka dusza. Przytacza na ten temat trzy opinie: „Może być [ona] w sercu, bowiem Pismo powiada, że stamtąd wychodzą złe myśli. Albo jest we krwi, jako że Pismo mówi, że dusza każdego mieszka w jego krwi. Albo też jest w głowie, bo jak mówi Ewangelista: »Skłoniwszy głowę, oddał ducha«. (…) Wydaje się, że Żydzi o tym wiedzieli, bo gdy chcieli jego duszę wygnać z ciała, najpierw, za pomocą cierni wbijanych aż do mózgu, szukali jej w jego głowie. Otworzywszy jego żyły w stopach i rękach, szukali jej we krwi. A potem, gdy przebili mu bok, szukali jej w sercu”.

Tak jak diabeł wysącza z ludzi dusze, czarownik i demony wysysają z nich krew. Niezliczone opowieści o Żydach podcinających żyły, wyciskających krew w prasie, taczających dzieci w beczce, wykrwawiających je i pijących ich krew związane są nie z tym, że Żydzi są wampirami, ale z tym, że są czarownikami.

– Czy wszystko to oznacza, że zjawiska, o których mówimy – wszystkie wymienione wyobrażenia o Żydach – możemy hurtowo określić mianem antysemityzmu?

– Absolutnie nie. Antyjudaizm to w zasadzie neutralny przejaw klasyfikowania, czyli porządkowania świata, fantazyjnego niekiedy rozróżniania, za pomocą którego wszystkie grupy ludzkie – od rodziny przez społeczność lokalną do grupy etnicznej – budują swoje tożsamości. Światów społecznych nie tworzy się, opierając się na podobieństwach, tylko właśnie na różnicach; jest to zgodny wniosek badaczy tak różnych jak Józef Obrębski i Carl Schmidt. Klasyfikowanie, ustanawianie różnic, jest nieodłączne od tworzenia kultury. Jest to czynność nie tylko niewinna, ale wręcz „słuszna i zbawienna”: nie można zbudować tożsamości bez ukazywania różnic.

Jednak discriminatio ma znaczenie podwójne: oznacza zarówno rozróżnianie, jak wykluczanie, dyskryminację. Ktoś pozostaje na zewnątrz, coś zostaje odrzucone. Mówimy: jesteśmy chrześcijanami, katolikami, prawosławnymi. Nie jesteśmy Żydami. Nasza wiara jest prawdziwa. Albo też, jak Żydzi: nie jesteśmy jak goje, tylko my właściwie pojmujemy Przymierze.

Owa w zasadzie niewinna operacja klasyfikacyjna, jaką w historii kultury chrześcijańskiej stanowił antyjudaizm, łatwo jednak obrasta sensami, które niewinne już nie są. Sprzyja im dominacja grupy klasyfikującej nad klasyfikowaną. Bardzo trudno pokazać moment, w którym antyjudaistyczne klasyfikacje „zezłośliwiają się”, stając się antysemickimi. Wśród historycznych, dziś już zapomnianych klisz antyjudaizmu chrześcijańskiego jest jedna szczególnie ekspresyjna: gadka o tym, że Żydzi są dziećmi (lub siostrzeńcami) świni. Dopóty ludzie na wsi opowiadają bajdy o świni, „żydowskiej ciotce” (bajdy te są stare, historia znajduje się już w apokryficznej Ewangelii Dzieciństwa, to II w. n.e.), nie ma z tym problemu. Pojawia się on, gdy pewnego dnia pod wpływem czynników, które zwykle pozostają ukryte (katastrofa, przypadkowe wzbudzenie mitu przez zbieg okoliczności lub celowe działanie „przedsiębiorców etnicznych”, najczęściej wszystko naraz), ludową gadkę o świni – żydowskiej ciotce (antyjudaizm) – zaczyna się brać dosłownie i postępować z Żydami tak, jakby naprawdę byli Judensau (antysemityzm).

– Dlaczego używa tu Pani terminologii niemieckiej?

– Bo motyw Judensau, świni matkującej Żydom, nie jest wyłączną własnością folkloru polskiego ani też wytworem polskiego katolicyzmu. Podobnie jak samo chrześcijaństwo do Polski przywędrował on z Niemiec, jest produktem europejskim, toczoną przez wielki kulą dociekań teologicznych, które w swoim czasie uznano za tak istotne, że wpisywano je w architektonikę katedr, następnie opadało do kultury niższej, a dziś jego relikty odnajdujemy już tylko w folklorze. Niezwykła książka Izajasza Shachara „Judensau” (1974) w całości poświęcona jest temu motywowi w teologii i historii sztuki. Na zamieszczonych w niej fotografiach możemy sobie obejrzeć ten motyw w kościołach Frankfurtu, Wittembergii, Brandenburgii, Magdeburgii, Erfurtu, Regensburgu, Salsburgu, Colmar, Kolonii, Metz czy Uppsali. A u nas motyw ten mamy w miejscu szczególnym – w katedrze gnieźnieńskiej.

– Czy może Pani Profesor zilustrować teologiczne rozumowanie, jakie się za tym motywem kryje?

– Jego początek wyznaczają „Etymologiae” Izydora z Sewilli łączące świnię z dwiema przywarami – luxuria (zbytkiem, rozpustą, rozwiązłością) i gula (łakomstwem, pożądliwością), zaś Hraban Maur (780856) zestawił ją z ludźmi „nieczystymi, nieznającymi umiarkowania” oraz diabłem występującym pod postacią dzika lub wieprza, pustoszącego winnicę Pańską (Ps 79). Hraban daje także do zrozumienia, że w obyczajach Żydów znajdują się „inne rzeczy ukryte przez Pana, to znaczy rzeczy zakazane w Piśmie” („De rerum naturis”). Wizerunki Judensau, przedstawiające Żydów ssących sutki maciory, podobnie jak historie o EdypieJudaszu, szerzyły przeświadczenie, że prowadzą oni „życie niezgodne z prawami natury”, „nieuporządkowane”, jak byśmy powiedzieli w anachronicznych kategoriach, są bowiem kazirodcami i zoofilami. Średniowieczna konkluzja wywodu brzmi tak: w odróżnieniu od czystych chrześcijan, Żydzi są ludźmi o „świńskim usposobieniu”, ich cielesność jest zwierzęca, nieopanowana i nieprzezwyciężona. Przekonanie to skutkuje zakazem kontaktów z ludźmi nieczystymi, sygnowanymi w kategorii „świnie”. Shachar odnajduje ów zakaz w karolińskim anonimowym glosariuszu znanym jako „Clavis Melitonis”: „Wierni nie powinni dotykać ciała świń, heretyków, o których Prawo mówi, że mają podzielone kopyto i nie przeżuwają; choćby nawet heretycy akceptowali Stary Testament i ewangelie, są nieczyści, jako że duchowo ich nie przeżuwają”. Hraban twierdzi, że zwierzęta przeżuwające są alegoriami świętych, a nieprzeżuwające – grzeszników i ludzi nieczystych, po czym konkluduje: „A zatem owe nieczyste zwierzęta, które nie przeżuwają i nie mają podzielonego kopyta, symbolizują tych spośród ludu żydowskiego, którzy wyznają Stary Testament, a odrzucają Nowy”. Tak właśnie nie później niż w VIII w. pojawia się skojarzenie Żydów i świń.

Średniowieczne koncepty mimo upływu stuleci zawsze mogą odezwać się w folklorze. Ludzie coś pamiętają, ale dodają do tego własne racjonalizacje i głupstwa. Ten ruch obrastania szacownych ziaren nowymi głupstwami stanowi o żywotności, w zasadzie

o nieśmiertelności folkloru. Na przykład pod Sandomierzem ludzie mówią: „Oni nie jedli świni, Żydy. (…) Oni uważali, że Żydówka pochodzi ze świni. Taka legenda. (…) – No ale jak, że ona pochodziła ze świni? Co to znaczy? – No to taka legenda była, jak powstaje Żydówka. Niewierząca przecież, ona nie wierzy w nic”. I potem wyjaśnienie, że Żydzi to zawsze chodzili do synagogi, a Żydówki nie.

– Czy przybliżyliśmy się przez całą tę opowieść do odpowiedzi na początkowe pytanie?

– Chcę przez to powiedzieć, że antysemityzm jest pewną możliwością utajoną w tradycyjnym chrześcijańskim antyjudaizmie. Poza zdeklarowanymi antysemitami nikt tego nie uczy w sposób zorganizowany, jednak każdy, kto pobiera przeciętne wychowanie katolickie, zna strukturę, która przenosi potencjalnie antysemickie kody. Ustrzec przed nią może tylko prawdziwie chrześcijańskie wychowanie i wrażliwe sumienie. Ks. Józef Tischner tak pisze o tym w niedawno wydanych przez Znak kazaniach starosądeckich: „Postępować sprawiedliwie” to m.in. znaczy „umieć popatrzeć na samego siebie oczami drugiego człowieka, oczami Jezusa Chrystusa”.

– Czy teologia, której jednym z głównych motywów był (jest?) motyw bogobójstwa, jest odpowiedzialna za podsycanie niechęci do Żydów?

– Jest odpowiedzialna. Być może „Europa źle ochrzczona” tylko w ten sposób była w stanie zrozumieć Pasję – jako zamach czarownika na Niewinnego. W konsekwencji męki nie następuje wówczas zmartwychwstanie, tylko krwawa zemsta. Ludzie z „drużyny Pana” mszczą się wówczas na „Żydach”, którzy z definicji są z „obcej drużyny”. Ale „dobra” teologia zbyt słabo protestowała przeciwko podobnemu rozumieniu, przeciwko sprowadzaniu jej do poziomu kibolstwa. Także dziś, mimo wysiłków Jana Pawła II, niewystarczające czyni wysiłki w tej mierze. Świadczy o tym podwojenie się w ciągu ostatniego dziesięciolecia (z 8,5% w 1998 r. do 15,1% w 2008 r.) liczby odpowiedzi pozytywnych na pytanie: „Czy na współczesnych Żydach ciąży odpowiedzialność za ukrzyżowanie Chrystusa”? Badanie dr Jolanty Ambrozewicz-Jacobs z UJ przeprowadzono wyłącznie wśród młodzieży ze szkół średnich! Ile jest w nas wciąż „Europy źle ochrzczonej”! Cytowanie papieża-Polaka nie załatwia sprawy. W Dziejach Apostolskich czytamy: „Przybiliście rękami bezbożnych na krzyż”. Ale ludziom trzeba jeszcze wytłumaczyć, co to właściwie znaczy.

JOANNA TOKARSKABAKIR, ur. 1958, antropolog kultury, eseistka. Pracuje na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka m.in. książki: „Legendy o krwi. Antropologia przesądu” (2008).

SEBASTIAN DUDA, ur. 1975, religioznawca, teolog, filozof, redaktor „Przeglądu Powszechnego”, członek Centrum Kultury i Dialogu.

JAROSŁAW MAKOWSKI, ur. 1973, filozof, teolog, publicysta. Mieszka w Pszczynie.

Authors

Related posts

Top