Za klasztorną furtą

ZA KLASZTORNĄ FURTĄ

Pojechałam do klauzurowego, zamkniętego Klasztoru Sióstr Bernardynek w Zakliczynie, by zobaczyć, jak żyje się tam, gdzie surowa reguła zabrania wychodzenia poza mury.

Gdy przekroczyłam próg zakonu, dostrzegłam kontrast między szalonym pędem świata a spokojnym klasztornym rytmem. Przywitała mnie wszechogarniająca cisza, przerywana szeptami modlitw, na które siostry przeznaczają osiem godzin dziennie. W poczekalni, tuż obok sali spotkań, zobaczyłam wiszący na ścianie napis: „Niebo jest sensem naszej wędrówki. Trzeba je samemu osiągnąć. Gdy miłość cię wzywa, idź za jej głosem”.

– Czy kochasz mnie? I ty pójdź za mną, nie lękaj się, wystarczy ci mojej łaski – siostra Weronika słyszała takie słowa. Długo zadawała sobie pytanie: czy to do niej? Przecież ma inne plany. Nie mogła jednak usunąć ich z serca.

– Pamiętam rekolekcje, na które przyjechałam do sióstr bernardynek w Zakliczynie – opowiada siostra Weronika. – To był cudowny tydzień. Kiedy stąd odjeżdżałam, zapytałam tylko siostrę przełożoną, czy mogę tutaj wrócić.

Przez czternaście dni Magda (bo takie było jej świeckie imię) walczyła z myślami i zadawała sobie pytanie, co dalej? Wreszcie zrozumiała, że powołanie to wielki dar i Boża tajemnica. Rzuciła pracę i oznajmiła w domu, że idzie do zakliczyńskiego klasztoru. – Rodzice chcieli mnie stamtąd zabrać, ale zostałam. Teraz cieszą się i są ze mnie dumni.Kiedyś w rozmowie z Bogiem prosiłam Go, by powołał mnie dokąd zechce, tylko nie za kraty klasztoru zamkniętego…

Siostra Weronika w zakonie jest już dwanaście lat. Pełni funkcję mistrzyni nowicjatu, wprowadza w zakonne życie młode kandydatki oraz zajmuje się ich rozwojem duchowym.

Zakonne życie
Siostry bernardynki podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej
Warunkiem przyjęcia do klasztoru jest przede wszystkim powołanie, jak również osiągnięcie pełnoletności, ukończenie szkoły średniej, opinia proboszcza, zgoda rodziców oraz dobry stan zdrowia. – Zasadniczo przyjmujemy kandydatki do 30 roku życia, bowiem później gorzej jest zerwać ze swoimi nawykami – wyznaje s. przełożona.

Zakon w Zakliczynie należy do tzw. formacyjnych, więc odbywa się tu początkowo dwutygodniowa aspirantura, kiedy to kandydatka zapoznaje się z życiem zakonnym, następnie trwa roczny postulat, gdy dostaje się czarną, długą sukienkę, pelerynę i welon. – Postulat to taka pierwsza miłość do Boga, to najpiękniejszy czas – stwierdza s. Weronika. – Postulantka jest jak najmłodsze dziecko w rodzinie. Każdy się o nią troszczy. Okres ten jest zwieńczony obłuczynami, gdy siostry przywdziewają habity, białe welony i zaczynają życie zakonne ze zmienionym imieniem.

Kolejny etap to tzw. biały nowicjat, trwający rok lub dwa. Później siostry składają czasowe śluby, odnawiane co roku przez cztery lata. Wówczas welony są zamieniane na czarne. Po tym okresie składają śluby wieczyste, leżąc krzyżem na posadzce kościoła i prosząc Boga o ostateczną pomoc. Każda z sióstr głośno wymawia formułę ślubów napisaną własnoręcznie, zostawiając ją na ołtarzu. Siostry składają śluby ubóstwa, czystości, modlitwy i pokory.

W klasztorze zakliczyńskim obowiązuje klauzura. Poza jego mury siostry mogą wyjść, za zgodą biskupa, jedynie do lekarza lub na pogrzeb rodziców.

Siostry można odwiedzać tylko prowadząc rozmowy przez specjalną rozmównicę, widząc je przez kraty. Takie spotkania odbywają się w postulacie tylko raz w roku, a w okresie adwentu i postu są zabronione.

Rozmowa sercem

– Byłam w ogólniaku, kiedy słyszałam wewnętrzny głos, że mam iść do klasztoru – zwierza się siostra przełożona, która ma za sobą 47 lat życia zakonnego. Powołanie to wielka łaska, którą przyjęłam z radością i pokorą.

Siostra Cecylia Haak pochodzi z Gdańska. Postulat i nowicjat skończyła w Łodzi.Śluby wieczyste złożyła w Zakliczynie, w którym jest już od 1965 r. – Przyjechałam tu w środku zimy. Wokół klasztoru były same pola, a w każdym oknie kraty – opowiada. W maju stanęłam przy szybie i pomyślałam: Boże, za oknem tak zielono, świat budzi się do życia, a ja się „duszę”. Zamknęłam się wtedy w swojej celi i płacząc rozmawiałam z Bogiem. Nagle przyszło zupełne wyciszenie. Teraz nie wyobrażam sobie innego życia.

S. Cecylia jest przełożoną klasztoru piąty rok, przez drugą kadencję. Do pomocy ma trzy zakonnice. Siłę do codziennych obowiązków czerpie z modlitwy. – Z Bogiem trzeba rozmawiać jak z kimś życzliwym, komu się ufa. A najlepiej rozmawiać z Nim sercem.

– Będąc małą dziewczynką, z daleka widywałam zakonnice. Wpatrywałam się w nie jak w obrazek. Wtedy jeszcze do głowy mi nie przyszło, że i ja kiedyś wybiorę taką drogę. Może wiedział to mój tata, który od dziecka zwracał się do mnie „moja zakonnico”. Teraz kiedy wracam pamięcią wstecz, uzmysławiam sobie, jak różne ścieżki prowadzą do Boga. Ja miałam wszelkie warunki, aby założyć rodzinę i mieć swój dom. Pan chciał inaczej…- mówi z przepięknym wschodnim „ł” siostra Kinga – Regina Józefowicz, która w zakonie jest już od 58 lat.

Siostra Kinga przyszła na świat w 1924 r. w Starej Wilejce koło Wilna. W Zakliczynie s. Kinga jest od 1965 r. Przez 29 lat pełniła tam funkcję przełożonej.

O s. Kindze młodsze siostry mówią „patriotka”. Za „świeckich” czasów prowadziła harcerstwo. Sama też kiedyś do niego należała.

Ma zdolności artystyczne. Smykałkę do malowania odkryła już w dzieciństwie. Maluje na płótnie, głównie olejnymi farbami, zwłaszcza motywy religijne i pejzaże. Kilkadziesiąt prac zdobi klasztorne i kościelne ściany, a kilkaset podarowała dobrodziejom klasztoru.

Siostra Kinga jest optymistką. – Sądzę, że świat zmierza ku dobremu – mówi. Przed każdym zwycięstwem dobra pojawia się zło, które po prostu trzeba przetrwać…

Wypraszanie łask

Zakliczyńskie bernardynki idą z duchem czasu. Na stronie internetowej tarnowskiej kurii prowadzą SOS, gdzie ludzie mogą wysyłać e-maile. – Przychodzi ich mnóstwo, czasem dziesięć, piętnaście dziennie – mówi s. Weronika, która odpisuje każdemu indywidualnie.

Ludzie zazwyczaj proszą ich o modlitwę za zdrowie, szczęście w miłości, powodzenie.

Istnieje przekonanie, że przez zakliczyńskie siostry można wyprosić łaski u Boga. Przychodzi więc do nich wielu ludzi z różnymi problemami. – Oczekują od nas zrozumienia i pomocy duchowej- wyznaje s. Cecylia. Czasami im wystarczy, że ktoś ich po prostu wysłucha. Dobrze, że w chwilach kryzysowych ludzie zwracają się do Boga. To znak, że chcą pragną normalności. Tak się mówi, „jak trwoga, to do Boga”, ale dla Niego nie ma znaczenia, kiedy ktoś chce powrócić…

Ściany się modlą

– Przeżyłyśmy tu wiele radosnych i trudnych chwil. Te najsmutniejsze są związane z tym, kiedy któraś z nas odchodzi do wieczności. Zazwyczaj tak bywa, że za jakiś czas wtedy Bóg przysyła nam nową siostrę. Więcej jest jednak radości. Pamiętam, jak same kułyśmy kanały i odpowietrzenia potrzebne do założenia centralnego ogrzewania. Dwukilogramowymi młotami prałyśmy raz w majzel, raz w rękę. Innym razem pracowałyśmy na dachu przy kominie i później nie mogłyśmy wyjść z ciasnych szpar między dachówkami. Trzeba było nas ciągnąć za sznury. Ileż było śmiechu!

Siostry przestrzegają starych zakonnych zwyczajów. W Wielki Czwartek wychodzą o północy do ogrodu. Na pamiątkę przechodzenia Chrystusa przez Cedron, gdzie prowadzono Go na sąd do kapłanów, idą nad strumyk, by pogrążyć się w cichej modlitwie. W Wielki Piątek, siedząc na podłodze, spożywają jeden posiłek: ziemniaki w łupinkach i kawałek śledzia. Adoracja trwa dzień i noc aż do Wielkanocy.

Co miesiąc wybierają patronów i intencje, za które się modlą. Co kwartał mają dzień pokutny, kiedy nieustannie odmawiają różaniec i poszczą.

Siostry chętnie opowiadają o wymiarze duchowym miejsca, w którym mieszkają. – Gdy do naszego kościoła przychodzą ludzie, to przyznają, że coś tu jest, że te ściany się modlą – wyznaje s. Cecylia.

Od lewej s. Weronika,s.przełożona Cecylia Haak i s.Kinga Józ

W zakliczyńskim klasztorze niezwykle rzadko zdarza się, aby któraś z sióstr zrezygnowała. – Od miłości nikt nie ucieka – mówią. To Bóg nas ukochał. Gdybyśmy nie miały wiary w to, co robimy, to wszystko ni miałoby sensu.

Tekst i zdjęcia:

Renata Skórnóg

hastagi na stronie:

#bernardynki #bernardynki zakliczyn #siostra cecylia #Józef Haak #siostry bernardynki zakliczyn

Top