Lek na zranienie życia

LEK NA ZRANIENIE ŻYCIA

Wywiad z francuskim psychiatrą i członkiem Wspólnoty Błogosławieństw Philippe Madre, który Boże Miłosierdzie uważa za najskuteczniejszy lek na zranienie życia ukazał sie w dwumiesięczniku Głos Karmelu, 05/2007

Philippe Madre (ur. 1950) jest francuskim psychiatrą, od 30 lat członkiem Wspólnoty Błogosławieństw, diakonem stałym i ojcem rodziny. Jest też autorem wydanej przez Wydawnictwo Księży Marianów książki pt. Zranienie życia. Odrodzić się w swej tożsamości, w której pisze między innymi o tym, czym jest zranienie tożsamości człowieka, jak je rozpoznać i gdzie należy szukać skutecznego lekarstwa na cierpienie, jakie ono wywołuje.

LD: Pisze pan, że zranienie życia przejawia się m.in. fałszywym, aczkolwiek niezwykle bolesnym poczuciem osierocenia przez Boga. Dlaczego człowiek czuje się opuszczony przez Boga?

PM: Zranienie życia dotknąć może zarówno ludzi wierzących w Boga, jak i niewierzących. Ci ostatni nie mają poczucia, że są osieroceni przez Boga, lecz cierpią z powodu zwątpienia w samego siebie. W ich życiu stało się coś, najczęściej w okresie dzieciństwa czy młodości, o czym mogą nawet wcale nie pamiętać, co dotknęło samego korzenia ich istoty, o wiele głębiej niż sfera psychologiczna. Zranienie życia jest zjawiskiem szczególnym, którego sama psychologia nie jest w stanie poprawnie zdiagnozować. Mówię to, sam będąc psychiatrą. Człowiek ma przekonanie, że jego życie nie ma żadnej obiektywnej wartości i że nie jest on w stanie sprostać zadaniom, jakie przed nim stoją. Żyje w poczuciu zwątpienia w samego siebie i zamyka się w samotności, którą nazywam samotnością szkodliwą. Myśli, że nikt nie jest w stanie z owej samotności go uwolnić, a skoro tak, może niszczyć własne życie, może robić z nim wszystko, co najgorsze, ponieważ i tak nikogo to nie obchodzi i nikt nie może mu pomóc. Może zacząć dopuszczać się wręcz czynów moralnie najgorszych, ale nie żałuje tego, ponieważ w swoich własnych oczach jest zerem. Jest to rodzaj skazania się na śmierć. Tak w skrócie można opisać, czym jest zranienie życia. Jednak człowiek nim dotknięty najczęściej nie rozumie tego, co się z nim dzieje.

LD: Człowiek czuje się skazany na śmierć, lecz kto go na tę śmierć skazał: on sam, jego otoczenie, społeczeństwo?

PM: Charakterystyczne dla zranienia życia jest to, że jedynym odpowiedzialnym za owo skazanie na śmierć jest człowiek sam dla siebie. Jakiś szczególny czynnik traumatyczny doznany w dzieciństwie może spowodować, że włącza mechanizm ucieczkowy i sam decyduje się na wybór zachowań przeciwko życiu. Nazywam to ucieczką w duchową śmierć, inaczej wyborem nie-życia. Bardzo mocno podkreślam zawsze znaczenie Miłosierdzia Bożego, które przychodzi dotknąć zranienia życia w człowieku – oczywiście, jeśli człowiek mu na to pozwoli. Miłosierdzie Boże nie tyle uzdrawia człowieka, ile dokonuje w nim duchowego zmartwychwstania z wyboru śmierci. Człowiek zamyka się w czymś na kształt grobu w samym sobie i pozostaje tam dopóty, dopóki nie przyjdzie do niego ktoś, kto w imię Chrystusa poda mu pomocną dłoń.

LD: Ucieczka w wybór śmierci, o której pan mówi, jawi się paradoksalnie jako coś łatwiejszego niż wybór życia. Człowiek zraniony ucieka przed życiem, a przecież do życia jest powołany, a nie do śmierci.

PM: Tu właśnie najwyraźniej rysuje się różnica pomiędzy sferą psychologiczną a sferą duchową człowieka. Jeśli doznałem zranienia w sferze psychiki, będę się bronił przy pomocy tzw. mechanizmów obronnych, moja psychika będzie na różne sposoby podejmować walkę z cierpieniem. Kiedy zranieniem dotknięta zostanie sfera duchowa, czyli ta, w której mieści się tożsamość osoby ludzkiej w swojej godności, mechanizmy obronne nie istnieją. Zraniona sfera duchowa człowieka nie walczy o życie, lecz przyjmuje postawę negacji. Negacja samego siebie jest jedyną reakcją, jaką dysponuje człowiek w odpowiedzi na zranienie życia. Pojawia się zwątpienie w samego siebie oraz stopniowe rozwijanie się tzw. fałszywej tożsamości, np. homoseksualnej, nacechowanej agresją, depresyjnej czy wręcz o skłonnościach samobójczych. Wszystko to są tendencje i zachowania destrukcyjne bądź autodestrukcyjne.

LD: Czy można powiedzieć, że zranienie życia stało się zjawiskiem społecznym przełomu XX i XXI wieku? Coraz częściej bowiem spotykamy ludzi przejawiających tendencje, o których pan mówi. Czy oznacza to, że mamy do czynienia z kryzysem tożsamości już nie tyle u pojedynczych ludzi, ile jest to jakiś niezwykle smutny przejaw naszych czasów?

Philippe Madre

PM: Zranienie życia jest pojęciem stosunkowo młodym. Zaczęto je odkrywać i badać zaledwie około dziesięciu lat temu. Bez wątpienia występowało ono już wcześniej, lecz ewolucja naszych społeczeństw powoduje, że zaczęły coraz częściej pojawiać się pewne charakterystyczne czynniki traumatyczne – bowiem nie każdy czynnik traumatyczny wywołuje zranienie życia – które wcześniej należały do rzadkości, a obecnie stają się coraz powszechniejsze społecznie, np. w Europie nastąpił w ostatnich czasach gwałtowny wzrost przestępstw na tle seksualnym. Niestety, niechlubną rolę w ich mnożeniu się mają współczesne media, które szukają w nich sensacji i kierują uwagę zwykłych ludzi, szczególnie młodzieży, na zachowania dewiacyjne. Poza tym człowiek współczesny jest o wiele słabszy i bardziej podatny na zranienia w sferze własnej tożsamości niż pokolenia naszych dziadków i rodziców.

LD: Dlaczego tak trudno jest współczesnemu człowiekowi odkryć swoją prawdziwą tożsamość dziecka Bożego?

PM: Ponieważ odkrywanie swojej tożsamości dziecka Bożego przebiega najpierw przez odkrywanie sensu własnego życia, a to jest dosyć długi proces. Rozwój osobowy człowieka zakłada szukanie odpowiedzi na pytanie, kim tak naprawdę jestem. Prawdziwa tożsamość implikuje zawsze pojęcie godności ludzkiej. Jan Paweł II w swoje teologii ciała ludzkiego bardzo wyraźnie podkreślał związek tożsamości i godności człowieka. Żyjemy obecnie w kontekście kulturowym, który prowadzi do systematycznego niszczenia ludzkiej godności. Media są swego rodzaju lustrem, w którym człowiek widzi samego siebie jako istotę zdegradowaną i poniżaną. To właśnie dlatego coraz trudniej jest mu dostrzec swoją własną godność, swoją osobistą wartość ludzką, a także wartość w oczach Bożych z racji bycia Jego umiłowanym dzieckiem. Od kilkudziesięciu lat zauważamy w krajach Zachodu, że wiele przypadków depresji ma źródła duchowe, a nie tylko przyczyny psychologiczne. Dzieje się tak dlatego, że media i kultura masowa wysyłają do nas kompletnie fałszywy, degradujący obraz istoty człowieczeństwa. Jeden z wielkich psychiatrów austriackich, nota bene wcale nie będący chrześcijaninem, Wiktor Frankl, nazwał to zjawisko homonkulizmem (skarłowaceniem).

LD: Podkreśla pan, że jedynym lekarstwem na zranienie życia jest Miłosierdzie Boże. Czy naprawdę człowiek nie może poradzić sobie sam ze swoim duchowym cierpieniem?

PM: Człowiek nie jest w stanie sam wyleczyć się ze zranienia życia nawet jeżeli bardzo tego pragnie, ponieważ tkwi on w czymś w rodzaju wewnętrznego więzienia. Musi przyjść ktoś, kto otworzy mu drzwi z zewnątrz. Psychoterapeuci próbują to robić, jednak poruszają się wyłącznie po sferze psychologicznej, a ich kompetencje nie sięgają sfery duchowej człowieka. Dlatego w przypadku zranienia życia nie są oni w stanie skutecznie pomóc. Jedynie Miłosierdzie Boże jest w stanie uwolnić człowieka ze zranienia życia poprzez posługę osób, które zechcą stać się narzędziami Bożego Miłosierdzia wobec swoich braci i sióstr. Wielu ludzi rozumie wciąż miłosierdzie jako odpuszczenie grzechów. To jest oczywiście także prawdą, ale miłosierdzie to coś znacznie więcej, ponieważ jest ono ściśle związane z pojęciem życia ludzkiego1 w jego pełnym wymiarze. Kiedy Jezus Miłosierny przychodzi dotknąć w człowieku jakiejś pogrążonej w śmierci sfery jego duszy, tzn. jakiejś sfery negacji samego siebie, wnosi do tej sfery duszy owoce zmartwychwstania wewnętrznego, odrodzenia w prawdziwej tożsamości.

LD: Mówimy o zmartwychwstaniu duchowym, lecz pojęcie to bardzo trudno zrozumieć. Wiemy na ogół, że kiedyś zmartwychwstaną nasze ciała, ale dusza jest przecież nieśmiertelna, nie potrzebuje zatem zmartwychwstania. O co zatem tak naprawdę tutaj chodzi?

PM: Oczywiście, dusza ludzka, w której zapisana jest tożsamość człowieka, została stworzona do nieśmiertelności. Człowiek ze zranieniem życia czuje się tak, jakby jakaś część jego duszy umarła, jakby zapadł wyrok potępienia na jego osobę: już nie jestem nic wart. Obecnie w naszym Stowarzyszeniu Matka Miłosierdzia2 pracujemy nad programem pomocy kobietom ze świata prostytucji w Brazylii. Kiedy zaczynamy z nimi rozmawiać, okazuje się, że najczęściej były w dzieciństwie ofiarami gwałtu czy molestowania seksualnego przez kogoś z rodziny lub z bliskiego otoczenia. Spowodowało to w nich utratę własnej wartości, a skoro tak, to bez znaczenia jest, co teraz będą robić z własnym ciałem, ponieważ, w ich pojęciu, ono i tak nie jest nic warte, można je dalej gwałcić, kaleczyć i poniżać.

LD: Z tego, co pan mówi, wynika, że osoba ze zranieniem życia porusza się niejako w sferze kłamstwa na temat samej siebie. Czy można powiedzieć, że człowiek nie zawsze sam jest odpowiedzialny za całe zło, jakie czyni w życiu? Dochodzimy tu chyba do bardzo ważnego tematu misterium iniquitatis, o którym pisał także Jan Paweł II w swojej pt. Pamięć i tożsamość.

PM: Tak, mamy tu do czynienia z problemem kuszenia człowieka przez szatana. Nawet jeśli człowiek jest w jakiejś mierze sam odpowiedzialny za powstanie w nim zranienia życia, najczęściej nie dopuścił on do niego świadomie ani dobrowolnie. To wewnętrzne zamknięcie się w sobie stało się niejako wbrew człowiekowi. Wynikającej stąd negacji życia nie można nazwać grzechem osobistym, ponieważ nie wybrałem tej sytuacji świadomie, nie był to grzech w rozumieniu wolnego aktu złej woli. Jest to raczej reakcja człowieka na zło, jakie zostało mu zadane i jakie go w pewnym momencie życia dotknęło. Człowiek niekoniecznie musi automatycznie zanegować całe swoje życie, może on zupełnie prawidłowo rozwijać się w pewnych sferach, podczas gdy jakaś część jego osoby pozostanie jak gdyby martwa. Pojawi się nawet świadomość tego, że coś się ze mną dzieje niedobrego, ale że jakbym w tej czy innej sferze zachowań nie był tak naprawdę sobą. Człowiek może być bowiem świadomy, że działa w nim fałszywa tożsamość, lecz nie umie sam się jej pozbyć.

LD: Czy możemy mówić, że są to skutki grzechu pierworodnego?

PM: Tak, grzech pierworodny pozostawił w człowieku podatność na zranienia duchowe i na reakcję negacji, jaka rodzi się po ich doznaniu. To jest straszna skłonność tkwiąca w każdym bez wyjątku człowieku, właśnie z racji obciążenia skutkami grzechu pierworodnego – skłonność do reakcji zanegowania własnej wartości i własnego życia, kiedy zostanie ono zranione w swojej godności i w swojej tożsamości.

LD: Co jest wobec tego nadzieją dla człowieka noszącego w sobie zranienie życia?

PM: Jeśli człowiek zraniony w swojej tożsamości zacznie szukać pomocy, wówczas pojawia się dla niego niesłychana wręcz nadzieja. W słowie „zmartwychwstać” mamy człon „wstać”, to jest nadzieja powstania z negacji, nadzieja wyjścia ze zranienia życia. Mało tego, człowiek może powstać do życia jeszcze lepszego i jeszcze piękniejszego niż przedtem, jego zdolności i potencjał mogą rozwinąć się o wiele intensywniej w kierunku dobra. Moim wielkim osobistym cierpieniem jest spotkanie z osobami, które ewidentnie noszą w sobie zranienie życia, lecz są niejako nieprzemakalne, nie chcą prosić o pomoc i każdą próbę pomocy odrzucają albo też idą szukać pomocy tam, gdzie jej nie znajdą: w sektach, w praktykach New Age czy u psychiatrów, którzy nie biorą pod uwagę duchowego wymiaru człowieka.

LD: Gdzie zatem należy szukać pomocy, o jakiej pan mówi?

PM: Odwiedzając Polskę, widzę, że jest w Waszym kraju bardzo wielu doświadczonych kapłanów i terapeutów, którzy prowadzą autentyczne życie duchowe, mają niesłychanie trafne wyczucie człowieka i którzy skutecznie pomagają innym. Z mojej strony mam im do zaproponowania pewną specyficzną formację w kierunku rozpoznawania i leczenia zranienia życia, która mogłaby bardzo ubogacić ich dotychczasowe doświadczenia. Formację tę prowadzimy już nie tylko we Francji, ale także w innych krajach Europy, w Kanadzie oraz w Ameryce Południowej. Myślę, że jest to skuteczniejsza droga pomocy człowiekowi niż doskonalenie terapii posługujących się jedynie narzędziami psychologicznymi. Wiele jest bowiem obecnie na tzw. rynku zdrowia propozycji terapeutycznych z pogranicza iluzji wyzdrowienia, terapii, które wręcz oszukują człowieka cierpiącego, ponieważ nie dotykają istoty jego problemów.

LD: Mówił pan o swoim cierpieniu w spotkaniu z ludźmi, którzy nie oczekują pomocy. Chciałabym zapytać o Pana własną drogę do odkrycia swojego powołania niesienia pomocy osobom dotkniętym zranieniem życia.

PM: Tuż po ukończeniu studiów medycznych ze specjalnością z psychiatrii poczułem powołanie do wstąpienia do Wspólnoty Błogosławieństw. Od samego początku przychodzili do mnie ludzie z rozmaitymi problemami. Stopniowo zacząłem odkrywać bogactwo posługi uzdrowienia wewnętrznego w Kościele. Jako lekarz zajmowałem się także osobami chorymi psychicznie. Zostałem poproszony przez Episkopat Francji do prowadzenia formacji przyszłych księży egzorcystów w zakresie rozpoznawania chorób psychicznych i zaburzeń psychologicznych. W ciągu całej tej praktyki stykałem się z przypadkami, których nie umiałem jasno określić pod względem psychologicznym i zacząłem zdawać sobie sprawę, że mam do czynienia z jakimś głębszym problemem. Były też przypadki osób, które nie przejawiały cech opętania przez złego ducha, a jednak ich cierpienie miało charakter wyraźnie duchowy. Wraz z moimi kolegami specjalistami, także z innych krajów, zaczęliśmy dochodzić do wniosku, że mamy do czynienia z zespołem, który nazwaliśmy zranieniem życia. Odkryliśmy też, jak wielkie znaczenie ma w tym przypadku Miłosierdzie Boże. Poczułem więc powołanie do założenia Stowarzyszenia Matka Miłosierdzia, które działa już we Francji od 25 lat i skupia specjalistów niosących pomoc osobom ze zranieniem życia. Staramy się ogarnąć każdą osobę szukającą u nas pomocy miłosiernym spojrzeniem samego Chrystusa.
Rozmawiała Lilla Danilecka

hastagi na stronie:

#philippe madre

Top